Na dworze było 36 stopni Celsjusza, a on zostawił psy w przegrzanym samochodzie. Tłumaczył, że nie ma je z kim zostawić
Na szczęście dzięki czujności przechodniów, tym razem udało się uniknąć tragedii.
Temperatura na zewnątrz dochodziła już do niemal 36 C. Mimo to - według świadków - dwa psy pozostawały w ostatnie niedzielne przedpołudnie zamknięte w samochodzie w Płocku (woj. mazowieckie) przez około godzinę. Po przybyciu na miejsce strażnicy miejscy zauważyli przez szyby, że zwierzęta intensywnie dyszą i próbują znaleźć choć odrobinę cienia we wnętrzu nagrzanego auta.
Funkcjonariusze podjęli próbę otwarcia bagażnika, dzięki czemu jeden z psów wydostał się z pojazdu. Zwierzę było jednak wyraźnie zestresowane i nie pozwalało do siebie podejść, reagując warczeniem. Gdy otrzymało wodę, natychmiast zaczęło ją pić. Ze względu na zachowanie psa na miejsce wezwano również pracowników schroniska, którzy mieli pomóc w jego bezpiecznym odłowieniu.
W czasie prowadzonych działań pojawił się 53-letni właściciel samochodu oraz zwierząt. Mężczyzna nie wyraził skruchy. Wyjaśniał jedynie, że podczas wyjazdów nie ma możliwości pozostawienia psów pod czyjąś opieką.
Zgodnie z obowiązującymi procedurami straż miejska przekazała sprawę policji, która będzie prowadzić dalsze postępowanie.
Jeśli zauważysz taką sytuację i podejrzewasz, że znajdujące się w pojeździe osoby bądź zwierzęta potrzebują pilnej pomocy, natychmiast dzwoń pod numer alarmowy 112 lub 986. Poza tym gdy życie jest bezpośrednio zagrożone, a służby jeszcze nie dotarły, prawo dopuszcza wybicie szyby - działa wówczas tzw. stan wyższej konieczności, chroniący osobę ratującą życie przed odpowiedzialnością prawną.
